Kilka słów o Autorze

Mój Tata od zawsze mnie zadziwia. Przez całe życie dźwiga swoje troski, a swoim bliźnim ich własne - nieść pomaga. Jest w tym wszystkim niestrudzony. I choćby czasy były najcięższe, to on zawsze jakoś znajduje nadzieję, z której energię swoją zbiera. Nie po to, żeby samemu wspaniale się czuć i wyglądać, ale by jak najwięcej tej czystej miłości przekazać swoim bliskim.

A oto kawałek tego światła, które On sam zatrzymał i zamknął jakby w kryształ. W formie bajek dla wnuczka - dla wszystkich dzieci!


admin bloga - Adam Krajewski

27.07.2022 r.

Ser

Duży ser z dziurami
Szczęśliwa myszka aż oczy otwiera
Czemu się nie cieszysz - koleżankę pyta
- Bo, bo ja nie lubię sera

Szczęśliwa myszka
Patrzy na nią z góry
- Dobrze, to ja zjem ser
A ty zjesz sobie dziury

Roman Krajewski



Jajko

Co chcesz na kolacje Adasiu?
Pytają rodzice
- Mam wielką ochotę
Zjeść dobrą jajecznicę

Mama bardzo lubi
I kocha syneczka
- Masz tu pieniążki
I kup ładne jajeczka

W sklepie dużo ludzi
A było zawsze mało
Wykupili jajka
I jedno zostało

Kupił to ostatnie
Zmartwi się mamusia
Starczy Adasiu dla wszystkich
Bo to jajko strusia!

Roman Krajewski



Zegar

Młody zegarmistrz naprawiał zegar
Ale nieraz coś zawodzi
Bo zamiast do przodu
To zegar do tyłu chodzi

Czas zaczął się cofać
Dni w tył uciekały
A zegarmistrz zamiast jeszcze rosnąć
Z każdym dniem stawał się mały

Przeraził się bardzo
Radził się wszystkich i wszędzie
- Jeśli się będę robić coraz mniejszy
Wkrótce mnie nie będzie

Wpadł wreszcie na pomysł
Zrobił zegar piaskowy i poprosił żonę
- Spójrz kochanie - to klepsydra
Ona działa tylko w jedną stronę

Czas powróci do normy
I to nie są bzdury
Piasek się będzie zawsze
Sypał w dół, a nie do góry

Roman Krajewski



Duże zamówienie

Zdolny szewc Bartłomiej
Jeszcze nie tak stary, tylko troszkę siwy
Dziś wesoły, uśmiechnięty
Dawno nie był tak szczęśliwy

Zamówienie dostał duże
Cieszy się jak mało kto
Do naprawy dostał buty
Pełen worek - jest ich równo sto

Żona pyta: kto ci tyle pracy zlecił
Wiesz kochanie, moja droga
Dzisiaj wczesnym rankiem
Ten worek butów przyniosła stonoga

Roman Krajewski



Mały smok

Mały smoczek pyta mamę smoczycę
Ty tak pięknie zioniesz ogniem - ja nie rozumiem
Wysilam się jak tylko mogę
Ale tego naprawdę nie umiem

Zjadłem pudełko zapałek
Choć to szkodliwe i nielegalne
Staram się jak tylko mogę -
A i tak wszystko na marne

Synku, jesteś jeszcze za mały
Nie chcę cię denerwować
Ale taki maluch, jak ty
Mógłbyś niechcąco pożar spowodować

To morał dla małych dzieci
Nie bierzcie przykładu ze smoka małego
Nie bawcie się zapałkami
Pożar to jest coś groźnego!

Roman Krajewski



Kredki chwalipięty

Przechwalały się kredki
Która jest ważniejsza
Która więcej umie
I jest najpiękniejsza

Żółta krzyczała
Ile tylko sił ma
Żadna z was nie pokoloruje
Tak słonka jak ja

Dla słonka
To nieba potrzeba
To ja niebieska
i mnie wybrać trzeba

Ja liście na drzewach
Pięknie koloruje
I zielenią ja zielona
Trawę wciąż maluje

Ale są jabłuszka
Na drzewach w zieleni
Tylko ja czerwona
Dam pięknej czerwieni

I tak każda
Nie przestawała się chwalić
Co mogłaby
Swym kolorem bardzo ładnie barwić

Przysłuchiwała się tej wrzawie
Mała temperówka
I tak rzekła
Do kolegi ołówka

Gdybym ich
Nie temperowała
Żadna z nich
Nic by nie namalowała

Roman Krajewski



Dynia

Ja tu jestem największa
Tu ja jestem królową
Tak w ogrodzie dynia mówiła
Nie dając dojść do słowa

Jabłka, wiśnie
Śliwki, gruszki
I rzodkiewka i pomidor
Wszyscy to maluszki

Jutro jest wycieczka
Oby tylko pogoda była
A ja wami maluchy
Tylko ja będę rządziła

Jest już dzień wycieczki, jest pogoda
Mały wózek i mały osiołek jeszcze
Już owoce, warzywa szczęśliwe wsiadały
- Ale ten wózek - Dynia mówi -
- Ja się w nim nie zmieszczę!

I odjechali
A dynia została
Sama została w ogrodzie
I gorzko płakała

Do nocy płakała
Aż krzyknęła ze złością
- Nie wolno się nigdy przechwalać
Tą swoją wielkością!

Roman Krajewski


Ślimak

Wybierał się ślimak w drogę
Ale myślami się drążył
Wyruszył wczesnym rankiem
By przed wieczorem zdążyć

Odwiedzić chce przyjaciół
Zanim słońce zgaśnie
Droga dość daleka
Ma metrów piętnaście

Do południa pół drogi pokonał
W słońcu przeżywał te trudy
Już przechodził
Koło starej psiej budy

Pies się zaśmiał
Ślimaku, jeśli mi pozwolisz
Czemu tak się wleczesz
I tak się mozolisz ?

Ślimak na to - swój dom niosę na sobie
A ty masz takie nóżki chude
Ciekawe jakbyś szybko szedł
Gdybyś niósł na sobie swoją wielką budę

Roman Krajewski



Łyżka i widelec

Łyżka wraz z widelcem
Mówią bez ogłady
Gdyby nas nie było
Jak jedzone byłyby obiady?

Ty daniem drugim
Ja zupą częstuję
I cieszymy się bardzo
Bo wszystkim smakuje

Gdyby nas nie było
Trudno jest to znieść
Że na całym świecie
Nie można nic jeść

Rzekła łyżka wazowa
Słysząc nasze rozmóweczki
Nie jesteście jedynymi
- Są chińskie pałeczki

Roman Krajewski



Zrozpaczony muchomorek

Ratunku, ratunku
Krzyk podniosła malutka sikorka
Ktoś skradł kropeczki
Kropki z muchomorka

Przyleciały ptaszki i przyszły zwierzęta
I każdy ogląda
Jak to się stało
Jak teraz muchomorek bez kropek wygląda

Teraz tylko płacze
Nic nie wiem, bo spałem
Nie chciałem się obudzić
Sen tak piękny miałem

Decyzja zapadła - w zwiadowcach ptaszkach
- jest tylko nadzieja
Niech latają nad lasem
I znajdą złodzieja

I wytropiły niedługo na wysokim drzewie
Nieopodal rzeczki
Na gałęzi siedzi sroka
I liczy kropeczki

Masz oddać te kropki
Bo płacze muchomorek mały
Jestem taka - wybaczcie
Te kropki tak mi się podobały

Przepraszając oddała i rzekła
U srok taka jest choroba
Przywłaszczają sobie wszystko
Co im się podoba

Roman Krajewski



Szelki

W domu pana Hieronima
Niepokój i zamęt wielki
Bo z nieznanej przyczyny
Zginęły mu szelki

Szelki stare
Pięć lat miały
Ale bardzo dobrze
Spodni się trzymały

Słysząc pasek także stary
Ten niepokój i tę trwogę
Może ja się tutaj przydam
Na tę chwilę ja pomogę

Ale cóż to - nie dam rady
Wysilam się, robię wszystko
Ja za krótki, ja dla chudych
A tu wielkie jest brzuszysko

Chciałbym bardzo
Jeszcze służyć
Ale nie wiem wcale
Jak to można się wydłużyć

Ja tak radzę ci paseczku
Złączmy się i zróbmy próby
Przedłużysz się o kilka metrów
Tak powiedział sznurek gruby

Zwiążmy się mocno
Bardzo mocno kokardką ładną
A z brzuszka Hieronima
Spodnie już nie spadną

Roman Krajewski



Smutna zupa

Żaliła się jedna z zup
Czyżbym zrobiła coś złego?
Wszystkie mają ładne nazwy
A imienia nie ma mojego

Są bardzo szczęśliwe
Im jest bardzo miło
O mnie się nie mówi
Jakby mnie nie było

Jest rosół i krupnik
Kapuśniak, jest grochowa
Jest warzywna i mleczna
Jest pomidorowa

Wiem, że jest ci smutno
Z grochowej powiedział mi rydz
Że wszyscy o tobie mówią
To jest zupa nic!

Roman Krajewski



Rok

Rok ma miesięcy dwanaście
I nie warto już obliczeń
Bo pierwszy pojawia się 
Nam styczeń

A po styczniu
Lodem skuty
Z mroźnym śniegiem
Przychodzi już luty

Przyjdą marzec i kwiecień
To już przedsmak wiosny
Czas zimowy już się kończy
Teraz czas słoneczny, czas radosny

I już wiosna
Maj nadchodzi
I kwiatami
Świat osłodzi

Już soczysta wkoło zieleń
Liście dębów, lip, akcji
Też zieloną barwą płoną
Czerwiec to początek jest wakacji

Lipiec, sierpień
Są gorące
Tylko w wodzie, cieniu siedzieć
Bo tak nas ogrzewa słońce

Wrzesień to już koniec lata
Zaczną znowu się mozoły
To wakacji jest już koniec
Trzeba znowu iść do szkoły

A październik i listopad
To już jesień się zaczyna
Będą znowu dni pochmurne
I niedługo przyjdzie zima

A ostatni będzie grudzień
Koniec grudnia to czas święty
Wtedy cieszyć się będziemy
Bo choinka z nami będzie i będą prezenty

Roman Krajewski



Rybka, która pragnęła latać

Wyjrzała rybka nad wody powierzchnię
Jak tu jest pięknie - pomyślała
Dużo bym więcej z góry widziała
Gdybym jak ptak nad ziemią latała

Nad lądem jest niebo, słońce i ciepło
Już to wszystko widzę i na wszystko patrzę
A tu w głębi wody
Jest ponuro i jest mokro zawsze

I spełniły się rybki marzenia
Choć były tak krótkie
Bo wyrosły jej
Skrzydełka malutkie

Wyfrunęła z wody
I przed pierwszą gwiazdką
Na drzewie wysokim
Zbudowała gniazdko

I już teraz sobie lata
Gdy jest już widno, nie ma żadnej chmury
Upaja się pięknem świata
Ogląda ziemię z góry

Lubi się ogrzewać w słońcu
Ale nieraz dla ochłody
Na bardzo krótko
Wskakuje do wody

Roman Krajewski



Króliczek Tomek

   

Z dala od miast króliczek Tomek

Mały ogródek ma śliczny domek


W domku pokoik, fotel do spania

Kuchenkę, piecyk do gotowania

Ma telewizor, ma też konsolę

Przed domkiem stolik, dwa parasole


Stolik ten służy długimi dniami

Gdy imprezuje wraz z sąsiadami


A sąsiadami są też króliczki

Mieszkają blisko,  z drugiej uliczki

I w każdy weekend długimi dniami

Słońcu się kryją parasolami


Długie rozmowy, śmieszne przyśpiewki

Słodkie napoje, smaczne marchewki

Tańce i figle, wszystko już ale - 

Coś ciekawego należy znaleźć


Różne pomysły każdy odsłania

- Może coś z wodą - staw do pływania


Właściwie nikt z nas nie jest tak stary

Może będziemy dźwigać ciężary

Lub nie gotować, nie stać przy garach

Może zaczniemy grać na gitarach


Tyle pomysłów - same głupoty

I zmarnowane cztery soboty

Aż królik Tomek krzyknął odważnie

Zacznijcie wszyscy myśleć poważnie


Z waszych pomysłów nic nas nie spotka

Wiecie co zrobić - grać w totolotka


I gdy szczęśliwie zaświeci słońce

Marchewek będą setki tysiące


I choć przegramy - nie będzie smutku

Marchewek jest dość w moim ogródku


Roman Krajewski

Tęcza

Krzyś zadziera w górę głowę
Co to ? Co to ?
Takie paski kolorowe

To jest tęcza - takie koło
Ale po co ?
Żeby stało się wesoło

Żeby znowu widno było
Deszcz się skończył
By nam słonko znów świeciło

Krzyś poważną robi minę
Tak wysoko ?
Co za malarz taką wielką miał drabinę ?

Jak się musiał nafrasować
Żeby...
Tyle nieba pomalować

Roman Krajewski



Mrówka

Mały tułów, mała główka
Kto ty jesteś - jestem mrówka
Skąd ty jesteś, z dala, z bliska ?
- Przyszłam tu z tego mrowiska

Chciałam sprawdzić - myśląc sobie
Czy ktoś większy jest na globie
Czy ty jesteś psem, czy koniem ?
- Nie, ja jestem wielkim słoniem

Chciałabym być z tobą wiecznie
Razem w dwójkę jest bezpiecznie
Gdy cię skrzywdzą inne słonie
To ja zawsze cię obronię

Dobrze mrówko - wierzę tobie
Mam ja problem w swojej głowie
Powiem ci tak jak tu stoję
- Ja się bardzo myszy boję

Problem trudny, łatwy wcale
Mrówka rzecze - trudny, ale
Myśl mi przyszła słoni złota
- Ja udawać będę kota

I ruszyli w świat szeroki
Słoń wolniutko stawia kroki
Mrówka z przodu biegnie, goni
I od myszek słonia chroni

Roman Krajewski




Lekarz dla zwierząt

   

Świnka mała, blada, chora

Przyszła dzisiaj do doktora

Już w kolejce kotek czeka

Bo za dużo wypił mleka

Pomiałkuje mimo woli

Bo go bardzo brzuszek boli

Jest tu także duża sowa

Bo ją strasznie boli głowa

Żółw narzeka, że go łupie

Coś tam w środku, gdzieś w skorupie

Z szyją zawinięta szalem

Jest żyrafa z wielkim żalem

Bardzo ma skwaszoną minę

Biedna - chyba ma anginę

W korytarzu wzdycha krowa

- Wczoraj byłam jeszcze zdrowa

Nawet wielki niedźwiedź stary

Z receptą po okulary

Przyszedł wreszcie, bo się wstydzi

Że znajomych słabo widzi


Proszę bardzo - lekarz prosi

Pierwszy pacjent się podnosi

I następny z krzesła wstaje

Doktor bada, leki daje

Wiadro maści dla żyrafy

Sowie dał tabletki z szafy

Krówce spełnił też życzenie

Kotek wziął na przeczyszczenie

Miś z receptą - to nie czary

Dostał nowe okulary

Nie minęła już godzinka

Wszyscy zdrowi - zdrowa świnka


Kim jest doktor - kto pamięta

Ten, co kocha tak zwierzęta

On je leczy - jest lekarzem

Dla nich jest weterynarzem


Roman Krajewski

Bałwanek

Mały Krzyś ze swoim tatą
Kiedy się skończyło lato
Gdy zaczęły się szarugi
Jesień przyszła - wieczór długi
Bardzo się zaczęli głowić
Co w tym czasie można robić
Bo dni chłodne o tej porze
Bawić trudno się na dworze

Za rok będzie znowu lato
Ale mnie się będzie nudzić tato
Minie jesień, zima przyjdzie
Z domu wcale się nie wyjdzie

O syneczku - tata oddech wziął głęboki
Zima też ma swe uroki
Gdy już biało będzie wkoło
To też może być wesoło

Można sanki wziąć i z górki
Zjeżdżać susem na pazurki
Ale my któregoś ranka
Z puszystego śniegu zrobimy bałwanka

Będzie ładny, nie za wielki
Nosek to będzie marchewka, a oczy węgielki
Założymy mu szaliczek i czapeczkę modną
Żeby nocą, gdy mróz przyjdzie - nie było mu chłodno
Co dzień zawsze będzie na ciebie wciąż czekał
A gdy przyjdziesz go przywitać - będzie się uśmiechał

Ale tato, co to będzie, gdy skończy się zima
Będzie lato, będzie upał. Jak bałwanek ciepło to wytrzyma ?
Roztopi się biedny, bo gorąco wszędzie
Znowu smutno, znowu przykro - bałwanka nie będzie
Myśli Krzysio bardzo, bardzo myśli tato
Jak bałwanek bezpiecznie przeczeka to lato

Krzyś nagle wykrzyknął - już wiem co zrobimy !
Niepotrzebnie tak bardzo razem się głowimy,
Bo twoja głowa i moja, to razem dwie główki
Bałwanka schowamy śmiało do lodówki

Roman Krajewski